Czy zycie to jest teatr, w którym jak śpiewał Stachura maski coraz inne, coraz mylne się zakłada?
A może to tylko ucieczka przed własnym JA i strach przed pokazaniem prawdziwej twarzy?
Może tak jest lepiej? Grac i udawac skoro to się podoba, jest wygodne i emocjonalnie bezpieczne.
Czasem trzeba zdjąć maskę.
Chociaż na chwile.
Żeby złapać oddech albo żeby ja odrzucić i się wyzwolić.
Czy to możliwe? Czyż nie jest tak, że gdy tylko odrzucimy jedną "gębę" już za plecami czai się kolejna? Może jednak nie ma ucieczki przed gębą jak tylko w inną gębę...
Jeśli jednak tak jak w koncepcji theatrum mundi, świat i życie ludzkie jest wielkim przedstawieniem, to wypada brać udział tylko w takich spektaklach, które publiczność oklaskuje na stojąco.
Mysle, ze to tak jak w krajobrazie ... musi byc przestrzen i tak jak w emocjach musimy tez miejce zrobic bo inaczej zadusimy sie w tym wszystkim :)
Dzuekuje za taka .
Jest i to bardzo falszywa sztuka.
Bo moze i ktos probuje ta maske z siebie sciagnac, to jednak ona wciaz go przesladowac bedzie ... bynajmniej w oczach i odczuciach innych .
Ludzie boja sie ufac .
Dziekuje: )
Dziekuje wszystkim za pozytywne przyjecie tego kadru.
@brownsville zawarles w swojej analizie wszystko to,co Autor ma nie tylko w glowie, ale i sercu ,oraz to,co probowal poprzez jeden kadr zilustrowac.
Bardzo ciezko w jednym ujeciu przekazac wiele emocji na jeden tylko temat - w tym przypadku falszywosc jaka odgrywamy kazdego dnia i jaka (mimo sciagnietej maski) przesladuje Nas dzien po dniu.
Nie zawsze jednak oznacza to cos negatywnego- udawanie kogos innego wymagane jest od Nas na kazdym kroku -czy tego chcemy czy nie bierzemy w tym teatrze udzial.
Czasem robimy to,by chronic i nie ranic najblizszych .
Dziekuje Tomku za to,ze sie dluzej zatrzymales i zamysliles nad kadrem .
Nie moge teraz polecic Twojej analizy ze wzgledu na anonimowosc tu, ale jak tylko mnie "odAnonimuja " ( hihi) to zrobie to chetnie :)
Bardzo sugestywna i refleksyjna fotografia. Zdecydowanie do mnie trafiła. Można sobie zadać pytanie, po co nakładamy maski? Bo nakłada każdy. Co chcemy ukryć w nadziei, że się przed czymś obronimy? Jednocześnie obezwładnia nas strach przed odkryciem, bo wtedy świat może nas odrzucić. Zakładając maskę nie godzimy się na siebie. Jest w tym niby pozorna pokora, ale tak naprawdę więcej jest pychy. "Ja wiem lepiej, jaka mam być". I tak zastygamy pod maską i trwamy w bezruchu. Zmieniają się tylko kolejne maski. Przypinamy sobie kolejne gombrowiczowskie gęby w przeświadczeniu, że moje prawdziwe JA to jakiś potwór. I to właśnie widzę na zdjęciu. Człowiek nieśmiało odsłania swoją twarz, ale jego spojrzenie mówi: "Uważaj, nie podchodź za blisko". To, co przeraża, to kolejna maska czająca się tuż za nim. Tak jakby nie było ucieczki. Bardzo mi się zdjęcie podoba :)
A może to tylko ucieczka przed własnym JA i strach przed pokazaniem prawdziwej twarzy?
Może tak jest lepiej? Grac i udawac skoro to się podoba, jest wygodne i emocjonalnie bezpieczne.
Czasem trzeba zdjąć maskę.
Chociaż na chwile.
Żeby złapać oddech albo żeby ja odrzucić i się wyzwolić.
Czy to możliwe? Czyż nie jest tak, że gdy tylko odrzucimy jedną "gębę" już za plecami czai się kolejna? Może jednak nie ma ucieczki przed gębą jak tylko w inną gębę...
Jeśli jednak tak jak w koncepcji theatrum mundi, świat i życie ludzkie jest wielkim przedstawieniem, to wypada brać udział tylko w takich spektaklach, które publiczność oklaskuje na stojąco.
Świetna refleksyjna praca.